czwartek, 22 października 2015

"Smażone zielone pomidory" Fannie Flagg.

Zapraszam na recenzję.


Tytuł: Smażone zielone pomidory (org. Fried green tometoes at Whistle Stop Cafe)
Autor: Fannie Flagg
Data wydania: sierpień 1987 (w Polsce 1997)
Liczba stron: 338/440 (w zależności od wydania)
Wydawnictwo: Zysk i S-ka / Otwarte
Gatunek: Powieść współczesna

W 1991 powieść została zekranizowana, w grudniu tego samego roku roku trafiła do kin. Główne role zagrały Kathy Bates oraz Jessica Tandy, która za swój występ dostała nominację do Oscara w 1992 roku. 

"Smażone zielone pomidory" jest drugą i chyba najbardziej znaną powieścią Fannie Flagg, pochodzącej z Birmingham w Alabamie, gdzie ma miejsce część wydarzeń przedstawionych książce. W 2013 (w Polsce w lutym 2015) wydano jej najnowszą powieść, "Babską stację".

Każda próba dokładniejszego zarysu fabuły książki mogłaby być spojlerem, więc napiszę tylko, że jest to opowieść Virginii 'Ninny' Threadgoode, mieszkającej w domu spokojnej starości, o czasach jej młodości w Whistle Stop. Jednak nie jest ona główną bohaterką tej historii, a drugoplanowym obserwatorem. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie, wydarzenie teraźniejsze poprzeplatane są z ówczesnymi, zamieszczone są także fragmenty gazet, mające związek z opowieścią.

Lubię raz na jakiś czas przeczytać coś spoza literatury młodzieżowej. Zwykle jest to coś z listy 100 książek BBC, ale tym razem wybór padł na "Smażone zielone pomidory" i nie żałuję. Im dłużej czytałam, tym bardziej zżywałam się z bohaterami, ciekawiły mnie ich dalsze losy, trudno było mi przerwać. Chyba z wyjątkiem męża Ruth, nie było bohatera, którego bym na swój sposób nie polubiła, każdy miał swoje przemyślenia i dziwactwa, co sprawiało, że wydali mi się niezwykle ludzcy, realni jak na "papierowe postacie". Książka wzbudza wiele emocji, momentami nie mogłam przestać się śmiać, kiedy indziej doprowadzała mnie do łez, skłoniła do refleksji.

Dzięki krótkim rozdziałom, książkę szybko się czytało. Wydarzenia łączyły się ze sobą, a żadna z tajemnic ostatecznie nie pozostała dla czytelnika nieodkryta. Na końcu powieści autorka umieściła przepisy na potrawy podawane w Whistle Stop Cafe, w tym przepis na tytułowe smażone zielone pomidory.

Moja ocena dla tej pozycji to 9/10. Uważam, że każdy jest w stanie znaleźć w niej coś dla siebie, a ja z pewnością sięgnę do niej jeszcze nie raz w przyszłości. Przekonajcie się o tym sami. :)

Planuję niedługo wypróbować przepisy i obejrzeć ekranizację dla porównania.
Próbowaliście już "Smażonych zielonych pomidorów"?

3 komentarze:

  1. Nie czytałam jeszcze tej książki. Nawet o niej nie słyszałam. A teraz mam ochotę się zainteresować tą pozycją :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie próbowałam, ale czekam na książkę :) W mojej szkolnej bibliotece jest długa kolejka do tej pozycji :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że tak ją zachwalasz, bo już od dawana zastanawiam się czy warto się skusić ;)
    Thievingbooks

    OdpowiedzUsuń