poniedziałek, 11 stycznia 2016

"Rent", Teatr Rampa.

Dokładnie miesiąc temu (11 grudnia) byłam razem z siostrą w teatrze na tym musicalu. I zastanawiam się czemu piszę ten post dopiero teraz...
Zapraszam.


Początkowo chciałam napisać recenzję, ale uznałam, że "wrażenia ze spektaklu" lepiej oddadzą to co mam do powiedzenia na ten temat.

Musical "Rent" jest grany obecnie w Teatrze Rampa w Warszawie. Spektakl trwa około trzy godziny i przeznaczony jest wyłącznie dla widzów dorosłych. Został wyreżyserowany przez Jakuba Szydłowskiego, a teksty utworów przełożył Andrzej Ozga. Autorem oryginalnej wersji jest Jonathan Larson. Więcej informacji o twórcach, obsadzie i repertuarze dowiecie się ze strony teatru.

Jak w większości przypadków musicali, które oglądałam, ciężko jest mi sprecyzować o czym on dokładnie jest. (Zwykle potrzebuję kilku podejść żeby do końca to ogarnąć). Dlatego posłużę się opisem ze strony teatru, żebyście mieli ogólny zarys historii:
"Młodzi ludzie walczą o zachowanie własnej godności i mieszkania. Są z niego wyrzucani przez swojego dawnego kompana, który nagle się wzbogacając, zamienia się w tyrana. Wielu z bywalców loftu zmaga się z wirusem HIV, z bezdomnością, zimnem i głodem. Jednak najbardziej dotkliwy jest dla nich chłodna obojętność otoczenia oraz niezaspokojony głód miłości."


Szczerze powiedziawszy, poszłam na ten spektakl nie mając pojęcia o czym jest, znałam jedną piosenkę (potem okazało się, że dwie, ale o tym zaraz). Kojarzyłam tylko, że porusza problemy narkomanii, homoseksualizmu i transseksualizmu, co niezbyt lubię w książkach i filmach po jakie sięgam, ale jak zwykle okazało się, że każdy temat jest dobry, jeśli się o tym śpiewa. Wiedziałam też, że jedna z postaci nazywa się Maureen Johnson i w filmowej wersji grała ją Idina Menzel.

Akcja (początkowo) rozgrywała się w okresie świątecznym, więc dobrze trafiłyśmy, idąc do teatru przed samym Bożym Narodzeniem.

Pierwszy fangirl moment miałam już na samym początku, gdy zobaczyłam, że Marka Cohena gra Jakub Wocial, którego osobiście uwielbiam (pomińmy fakt, że nie sprawdziłam obsady wcześniej). Chodził z telefonem, nagrywając innych ludzi, komentując co działo się dookoła. I moja pierwsza myśl - czy on vloguje?zdecydowanie za dużo youtube'a.

Drugi fangirl moment nastąpił, jak usłyszałam początek "One song glory", śpiewanej przez Rogera. I tu wyszło, że znam jeszcze jedną piosenkę, miałam ją nawet na telefonie (tę wersję), tylko nie wiedziałam, że jest z "Rent". 

Potem już siedziałam spokojnie ;), dopóki nie zagrali "Tango: Maureen". Utwór wydał mi się tak dobry, że nie mogłam się doczekać, kiedy wrócę do domu i przesłucham ją jeszcze raz. Niestety "Rampa" nie wydała płyty z tego musicalu, choć planowali, nie ma też ich wersji w Internecie, dlatego musiałam zadowolić się angielską wersją.

Długo czekałam, aż pojawi się Maureen, bo to jedyna postać którą kojarzyłam, ale gdy w końcu weszła, byłam nieco rozczarowana. Jej rola nie przypadła mi zbytnio do gustu, zero jakiejkolwiek sympatii dla bohaterki.

Drugi akt rozpoczynał się piosenką "Seasons of love" i ją już znałam (i wiedziałam o tym). Jednak przeżyłam lekki zawód, kiedy usłyszałam że 525 600 minut zamieniono na 356 dni, ale nie czepiam się. bo wykonanie było wspaniałe.

Nie chcę zdradzać fabuły, ale było kilka scen, na których płakałam, szczególnie pod koniec. W ciągu tych trzech godzin zżyłam się z postaciami, Mark, Roger i Angel (aktor, który go grał, strasznie przypominał mi Roberta z Abstrachuje) należą do moich ulubionych.

Ogólnie, jestem zachwycona spektaklem, wykonaniem, aktorami. Pozostała część widowni była równie pozytywnie nastawiona jak ja. Praca jaką wykonali zrobiła na mnie ogromne wrażenie i z pewnością wrócę w przyszłości do Teatru "Rampa" (już nawet wiem na co).

Serdecznie polecam każdemu z Warszawy, okolic lub tym co mają taką możliwość, jeśli są zainteresowani, na wybranie się na "Rent", zapewniam, że nie będzie to zmarnowany czas ani pieniądze.

Słyszeliście o "Rent"?

6 komentarzy:

  1. Uwielbiam Musicale! Mam nadzieję, że uda mi się kiedyś zoabczyć "Rent" na żywo!

    Nominowałam Cię do LBA: http://nieuleczalnyksiazkoholizm.blogspot.com/2016/01/liebster-blog-award-part-4.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam musicale, ale o tym jeszcze nie słyszałam!
    Świetny post!
    Zostałaś nominowana do LBA: http://cudowneksiazki.blogspot.com/2016/01/liebster-blog-award-2.html
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie musisz się z nim zapoznać (film też jest bardzo dobry) :) i dziękuje za nominację .

      Usuń
  3. Podoba mi się tutaj.. :) Nie słyszałam o musicalu, o którym piszesz i niestety mieszkam w Krakowie, ale znam ten stan kiedy to co dzieje sie na scenie wzbudza w nas wielkie emocje :)
    szkoda, ze grany jest tylko w Wawie.
    Ja osobiście mogę polecić Teatr Witkacego w Zakopanem. Moze miałas okazję być? Razem z moim chłopakiem uwielbiamy Witkaca :)
    Pozdrawiam
    chudydziad.blogspot.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło :)
      Już chyba wiem, dlaczego napisałam to tak późno - musiałam ochłonąć.
      W teatrze, o którym piszesz nie byłam, ale jeśli będę miała okazję, na pewno zajrzę.

      Usuń