czwartek, 7 września 2017

"Bad mommy. Zła mama" Tarryn Fisher.

☁Zapraszam na recenzję.☁

Autor: Tarryn Fisher
Tytuł:  Bad mommy. Zła mama (org. Bad mommy)
Data wydania:  grudzień 2016 (w Polsce czerwiec 2017)
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Gatunek: Powieść psychologiczna, Thriller
Język oryginału: Angielski
Tom serii: Powieść jednotomowa

Autorkę, Tarryn Fisher,  możecie znać z trylogii "Mimo moich win", jednotomówki "Margo" oraz pisanej we współpracy z Colleen Hoover książki "Never Never". Dla mnie było to pierwsze spotkanie z tą pisarką.

Historia podzielona jest na trzy części, każda pisana z perspektywy innego bohatera - Fig, Dariusa oraz Jolene. Na początku śledzimy wydarzenia oczami Fig, kobiety, która po rozstaniu z mężem zamieszkuje obok młodego małżeństwa z córką. Szybko zaprzyjaźnia się z sąsiadami, jednak jej zachowanie z czasem zaczyna budzić ich niepokój.

Książka jest stosunkowo krótka, akcja toczy się szybko, udało mi się ją skończyć w krótkim czasie. W przypadku książek, gdzie wydarzenia opisują nam różni bohaterowie, zdarza się, że całość napisana jest w jednym tonie i gdyby nie podpisy na początku rozdziałów, to byśmy się nie zorientowali, że śledzimy historię z różnych perspektyw. Ale nie w tym przypadku. Czytając "Bad mommy" miałam trochę wrażenie, że każda z części pisana jest przez innego autora. I może można by to było uznać za atut tej książki. Jednak dla mnie "Psychopatka" zbytnio narracją przypominała "Ty" Caroline Kepnes, a część Jolene "Dziewczynę z pociągu" Pauli Hawkins.

Podobał mi się za to sposób, w jaki autorka odkrywa przed czytelnikiem kolejne elementy fabuły. Mogliśmy poznać trzy różne punkty widzenia i sami zdecydować komu chcemy wierzyć i czyja wersja wydarzeń jest dla nas prawdziwa.

Co do samych głównych bohaterów, to na prawdę ciężko darzyć ich sympatią. Poznajemy ich dosyć dobrze, z każdej strony, znamy ich motywy i sekrety, a mimo to nie możemy się z nimi zżyć. Jeśli chodzi o głównych bohaterów to oni są, ale nic poza tym, wszystko kręci się wokół naszej trójki.

To co jeszcze mogę napisać na temat tej to książki, to fakt, że jest bardzo przewidywalna. Samo zakończenie mogłoby być przejmujące i zaskakujące, jednak nie dla mnie. Mnie to po prostu nie obeszło.

Moja ocena dla tej pozycji to 2/5 gwiazdek. Nic specjalnego, nie porywa, jednak nie zniechęcam, bo może was ta książka zaskoczy.


poniedziałek, 4 września 2017

Podsumowanie wakacji 2017.

Nie było mnie tu chyba z rok....
Tak jak w poprzednim poście obiecałam - opowiem wam trochę o książkach przeczytanych w ciągu dwóch ostatnich miesięcy. Moje wakacje co prawda trwają jeszcze przez cały wrzesień, ale chcę ten letni czas podsumować jednym poście.
Ostatnio tez częściej udzielam się na goodreads, więc zapraszam na mój profil.
Zapraszam na wrap up.

lipiec.

Pierwszą lipcową książką była powszechnie uwielbiana i polecana "Szóstka wron" Leigh Bardugo. Według mnie niesłusznie. Niby pomysł fajny, przyznaję, nie najgorzej mi się ją czytało. Ale była tak do bólu przewidywalna i bohaterowie byli tak nierealistyczni, że nie wiem czy sięgnę po kontynuację (wiem, że i tak to zrobię).

Dalej wzięłam się za "Pałac północy" Carlosa Ruiza Zafona, bo chcę przez wydaniem jego nowej książki przeczytać wszystkie dotychczasowe. Kocham ten styl pisania, kocham klimat tej książki, bohaterów, nie ma co się rozpisywać. Jednak sądzę, że to była najsłabsza z książek tego autora, co wcale nie oznacza, że była zła.

Dalej - "Muza" Jessie Burton. Bardzo mi się podobała, nawet bardziej od "Miniaturzystki". Z niecierpliwością czekam na kolejne książki tej autorki, bo jej styl pisania i pomysły bardzo przypadły mi do gustu.

Wszyscy oglądaliśmy serial "Trzynaście powodów", później część z nas sięgnęła po książkę Jaya Ashera. W tym ja. Słyszałam mnóstwo opinii, że pierwowzór jest gorszy od ekranizacji, ale dla mnie było to idealne dopełnienie historii, przeczytałam ją na jeden raz i serdecznie wszystkim polecam.

❉ "Tajemna historia" Donny Tartt. Trochę ciężko było mi się za nią zabrać i potem przez nią przebrnąć. Nie dlatego, że to słaba historia, tylko dlatego, że akcja toczy się dosyć powoli, rozdziały są długie i jest więcej opisów niż dialogów. Jeden z wątków bardzo mi się nie podobał, ale wspaniały styl autorki i TO ZAKOŃCZENIE wynagradzają wszystko, więc warto przysiąść i poznać tę pozycję.

A teraz nowa książka mojego życia. I żałuję, że nie przeczytałam jej wcześniej i nie była lekturą u mnie w szkole. A mówię o "Buszującym w zbożu" J. D. Salingera. Kocham tę książkę od pierwszej strony i utożsamiam się z głównym bohaterem. Pozycja obowiązkowa.

sierpień.

Jeśli chodzi o "Czarną Madonnę" Remigiusza Mroza to dawno nie bawiłam się tak dobrze przy horrorze. Autor się przy niej napracował i to wyraźnie widać, ale mam wrażenie, że próbuje wcisnąć za dużo wątków i za dużo zwrotów akcji w tak krótką powieść. Niech lepiej zostanie przy Chyłce i Zordonie.

❉ "Zakazane życzenie" Jessicy Khoury dostałam w ostatnim EpikBoxie. Przeczytałam dosyć szybko, podobało mi się, fajny retelling Aladyna.

Po "Trzynastu powodach" chciałam wziąć za coś w podobnym klimacie i padło na "Wszystkie jasne miejsca" Jennifer Niven. I ta książka...Ta książka.... Zostawiła we mnie pustkę. Nie wiem co więcej  niej napisać, idźcie ją przeczytać.

W tym momencie zaczęłam wyczytywać stos książek od Ady i pierwszą z nich było "Illuminae" Amie Kaufman i Jaya Kristoffa. Nie przepadam za tym gatunkiem, ale to jak tę powieść wydano już wystarczająco zachęca do przeczytania. Była dobra, ale obawiam się, że gdyby została napisana normalnie to byłaby nudna i nie spodobałaby mi się.

Teraz kolej na "Bad mommy" Tarryn Fisher. Nie zaskoczyła mnie w ogóle, jak ją czytałam to bardzo przypominała mi "Ty" Caroline Kepnes i "Dziewczynę z pociągu" Pauli Hawkins. Powieść zła i bez większego sensu i tak bardzo nie przejęłam się tym JAKŻE SZOKUJĄCYM ZAKOŃCZENIEM.

Dobra, dalej - "Czas żniw" Samanthy Shannon - napiszę coś dłuższego jak skończe kolejne części, bo już czekają na półce. Jak na razie - tak bardzo nie ogarniam tej historii....

"Nie poddawaj się" Rainbow Rowell. Jeśli ktoś czyta mnie to dłużej to wie, że nienawidzę tej autorki, jej stylu, pomysłów, bohaterów itp. A ta książka mi się podobała. I może doceniałabym wysiłek pisarki, że w końcu stworzyła coś dobrego, gdyby nie fakt, że to tak bardzo chamska podróba Harry'ego Pottera i "Nie poddawaj się" nigdy nie powinno powstać, dlatego oceniam nisko.

I na zakończenie - "Echa pamięci" Katherine Webb. Początkowo bardzo ciężko było mi się wgryźć w tę powieść, bo jak możecie wyżej przeczytać to czytałam "Muzę", a te historie są bardzo do siebie zbliżone. A styl, tak jak u Donny Tartt - mało dialogów, dużo opisów, powolna akcja, wcale mi nie pomagał. Ostatecznie wciągnęłam się, zżyłam z bohaterami, ale końcówka nie do końca mnie usatysfakcjonowała.

I to tyle, cały mój wakacyjny wrap up. Jeśli chcielibyście przeczytać coś więcej o tych książkach to piszcie, a ja postaram się o bardziej rozbudowaną opinię.

Do zobaczenia wkrótce.



Wracam.

Tak, wracam.
Trochę stęskniłam się za pisaniem recenzji. 

A główną przyczyną tego, że znowu postanowiłam się tu udzielać jest książka, którą obecnie czytam. Bo jest tak zła, że wymaga to ode mnie dłuższej recenzji. Ale to już jak skończą tę mękę, jaką jest czytanie tamtej cegły.

Dla uczczenia mojego powrotu wieczorem wstawię mój letni wrap up :)

To tyle ode mnie na teraz.