niedziela, 10 lipca 2016

"Syrena" Kiera Cass.

Zapraszam na recenzję.
[Mogą pojawić się małe spojlery.]

Autor: Kiera Cass
Tytuł:  Syrena (org. The Siren)
Data wydania:  lipiec 2009 (w Polsce marzec 2016)
Liczba stron: 392
Wydawnictwo: Jaguar
Gatunek: YA, Fantastyka, Romans
Język oryginału: Angielski
Tom serii: Powieść jednotomowa

Kiera Cass jest również autorką pięciotomowej serii "Selekcja", której zakończenie, "Korona" zostało wydane w Polsce w ostatnich miesiącach. "Syrena" jest jej pierwszą powieścią.

Są cztery syreny. Każda z nich była zwyczajną dziewczyną, dopóki prawie nie zginęła na morzu i stanęła przed wyborem: odbyć stuletnią służbę dla Matki Ocean jako syrena i powrócić po tym czasie jako człowiek na ląd lub umrzeć. Kahlen jest już syreną od kilkudziesięciu lat, może swobodnie wychodzić z wody, jednak nie może rozmawiać z ludźmi, jej głos byłby dla nich zabójczy. Dotychczasowe życia jej nie przeszkadzało, jednak kilka wydarzeń sprawia, że zaczyna pragnąć czegoś więcej.

Jestem fanką "Selekcji", a książki z tej serii czytałam w jeden dzień. "Syrena" niestety jest napisana nieco inaczej, prawie nie ma w niej dialogów, głownie opisy i monologi, co spowolniło moje czytanie i musiałam tej książce poświęcić więcej czasu. Główna bohaterka jest równocześnie narratorką, czego na ogół nie lubię w powieściach.

Gdy pierwszy raz usłyszałam, że wydają tę książkę, wydawało mi się, że będzie opowiadała nieco inną historię. Liczyłam na coś bardziej w stylu "Małej syrenki". Wiem, że nie powinnam mieć zbyt dużych oczekiwań co do książek, przed ich przeczytaniem, bo potem zawsze jestem nimi rozczarowana, ale tak już mam. To, co najbardziej mnie zabolało to wizurek syreny, a właściwie to, że nie miały ogonów, tylko piękne suknie, które z czasem się rozpadały. Żeby nie wyjść na zbyt czepliwą, zrobiłam risercz na temat syren w różnych mitologiach (jak w przypadku "Porwanej pieśniarki" gdzie zamiast obiecanych trolli, dostaliśmy elfopodobne stworzenia). I moje źródła podają, że syrena to półkobieta-półryba, ewentualnie półczłowiek-półptak, a dopiero później (mitologia grecka) kobieta o uwodzicielskim ciele i głosie. Tym razie wygrałaś, Kiero Cass, jednak nadal wkurzają mnie te głupie balowe sukienki.

Wróćmy do książki. Jeśli chodzi o wątek miłosny, który jest jednym z głównych w tej książce, to mam kilka zarzutów. Zacznijmy od tego, że to jeden z najgłupszych związków o jakich w ostatnim czasie czytałam. Co prawda jest romantyczny, wręcz bajkowy i wszystko byłoby spoko, gdyby rzecz nie działa się w czasach współczesnych. I właśnie ta książka uświadomiła mi jak różni się moja ocena bohaterów, w zależności od epoki w której żyją. Chłopak odnajduje w lesie dziewczynę, w eleganckiej sukni, która nie nic mówi i nic nie pamięta, ale jest ładna. Informuje o tym policje, znajomych. Nikt nic o niej nie wie, więc chłopak postanawia, że dziewczyna zamieszka z nim, bo w sumie jest ładna. Oczywiście się w sobie zakochują, czytamy o tym jak rozwija się ich znajomość i w końcu narratorka potwierdza, że kocha go do szaleństwa i nie może bez niego żyć. Po czym dowiadujemy się, że to wszystko trwało dokładnie tydzień. No nie wiem, ja na miejscu znajomych Akinliego (bo tak ma ten chłopak na imię) podeszłabym do sprawy trochę inaczej, a oni tylko cieszyli się, gratulowali im i czekali na zaręczyny.

Przemilczę "postać" Matki Ocean, bo to mógłby być monolog na oddzielny post. Ale chciałabym wspomnieć o innej syrenie, która zasługuje na to żeby o niej wspomnieć. A mówię o Aisling. Początkowo mało się o niej dowiadujemy, żyje w odosobnieniu i nie chce mieć zbyt wiele wspólnego z innymi syrenami. Jednak z czasem dowiadujemy się, że jest tu jedyną trzeźwo myślącą osobą i według mnie to o niej powinna być ta książka, ma o wiele ciekawszą historię do przekazania niż Kahlen.

Czytałam tę książkę już jakiś czas temu, chciałabym napisać o czymś konkretnym, co mi się w niej spodobało, a nie chciałabym powiedzieć okładka.


Moja ocena dla tej pozycji to 5/10. Jest to niezbyt udany debiut autorki, można przeczytać, ale na pewno nie jest pozycją obowiązkową dla każdego książkoholika. 

Znacie tę książkę?

4 komentarze:

  1. Słyszałam o tej książce, ale osobiście mnie ani opis ani opinie do niej nie zaciekawiły. Jakoś czuję, że są lepsze książki i na nich się skupiam. ;)
    Pozdrawiam. :**

    OdpowiedzUsuń
  2. Przede mną jeszcze inne książki tej autorki, lecz o tej książce już słyszałam i nie wiem czy skuszę się ją przeczytać. Chyba jest wiele lepszych książek. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Autorka miała pomysł, ale mogła go inaczej rozwinąć. Te suknie balowe nie są ani trochę przekonujące, tak samo cała sprawa z przepięknymi kobietami o zabójczym głosie. Gdyby autorka, jak mówisz, poszła w kierunku "Małej syrenki", może coś by z tego wyszło. Nie czytałam jeszcze ani "Rywalek", ani tej pozycji, jednak sięgnę jedynie po pierwszą serię przeze mnie podaną. Debiut autora nie zawsze jest najgorszy, ale w niektórych przypadkach nie sprawdza się jako najlepsze dzieło na świecie.
    Pozdrawiam Cię serdecznie i gratuluję świetnie napisanej recenzji,
    Isabelle West
    Z książkami przy kawie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, Isabelle :* i również pozdrawiam.

      Usuń