sobota, 16 lipca 2016

"Na końcu tęczy" Cecelia Ahern.

Zapraszam na recenzję.
[Mogą pojawić się małe spojlery.]

Autor: Cecelia Ahern
Tytuł:  Na końcu tęczy; Love, Rosie (org. Where rainbows end)
Data wydania:  listopad 2004 (w Polsce czerwiec 2006)
Liczba stron: 512
Wydawnictwo: Akurat (najnowsze wydanie)
Gatunek: Romans, Powieść obyczajowa, Powieść epistolarna
Język oryginału: Angielski
Tom serii: Powieść jednotomowa

W ubiegłym roku powieść została zekranizowana. Główne role w filmie zagrali Lily Collins (jako Rosie) i Sam Clafflin (Alex).

Cecelia Ahern jest irlandzką pisarką, znaną przede wszystkim z powieści "P S Kocham cię", która jest jej debiutem i stała się bestsellerem. Osobiście miałam okazje przeczytać tę książkę i szczerze nie polecam.

Książka opowiada losy dwójki przyjaciółki - Rosie i Alexa, od czasów, gdy byli małymi dziećmi aż do osiągnięcia przez nich wieku średniego. Widzimy jak rozwijała się ich przyjaźń oraz śledzimy jak toczyło się ich życie na przestrzeni lat. Całość pokazana jest w formie e-maili, sms-ów, listów i rozmów na chacie.

W ostatnim czasie było bardzo głośno o tej książce. Wszyscy ją czytali i zachwycali się, słyszałam też dużo o tym jaka ta książka jest urocza. Postanowiłam więc sama sprawdzić co w niej takiego jest. I to co głównie czułam przez większość czasu, gdy ją czytałam to smutek. Naprawdę, nie jest to zwyczajna opowieść o parze przyjaciół z dzieciństwa, którzy się w sobie zakochują i żyją długo i szczęśliwie, jakby się mogło z początku wydawać. Ta pozornie prosta historia przepełniona jest niespodziewanymi zwrotami akcji. 

A dlaczego uważam, że jest smutna? Bo za każdym (naprawdę każdym) razem, gdy główna bohaterka coś planuje, kończy się to katastrofą. Nigdy nie miała w życiu lekko, a gdy wydaje się, że wszystko zaczyna zmierzać w dobrym kierunku nagle wali jej się cały świat. Są to rzeczywiste, ludzkie problemy, które w sumie mogłyby przydarzyć się każdemu, wielu z was pewnie też przeszło przez to co ona, ale raczej te wszystkie rzeczy nie zwaliły się na was naraz, nawet bym nie pomyślała, że jedna osoba jest w stanie tyle znieść.

I dlatego też podziwiam Rosie. Dzięki tym wszystkim doświadczeniom stała się niezwykle silną kobietą, mimo wszystkich przeszkód jakie napotykała w swoim życiu zawsze dawała sobie jakoś radę, sama znajdowała rozwiązanie swoich problemów. Większość ludzi pewnie na jej miejscu by się załamała i poddała, jej jednak udało się przetrwać.

Co do Alexa to nie jestem już aż tak pozytywnie nastawiona. Znaczy, nawet go lubię, pomagał Rosie jak mógł, ale momentami mnie denerwował. I nie rozumiem jednego: w pewnym momencie, skoro chciał być ze swoją przyjaciółką, czemu nie wrócił do Irlandii, tylko liczył, że ona zostawi wszystko i przyjedzie dla niego do USA? Był kardiochirurgiem, pracę mógł znaleźć wszędzie...

Jeśli chodzi o formę, w jakiej pisana jest ta książka, to przyznaję, że to dosyć ciekawy i oryginalny zabieg. Czytało się ją bardzo szybka, brak opisów i liczne dialogi sprawiły, że książka była bardzo dynamiczna. Chociaż czasem dziwne wydawało mi się, że bohaterowie od razu po spotkaniu pisali do siebie list/e-mail opisujący szczegółowo to spotkanie. No ale jak inaczej czytelnik mógłby być wtajemniczony w przebieg wydarzeń?

Moja ocena dla tej pozycji to 7/10. Może nie nazwałabym jej "lekką", ale na pewno jest to dobra książka do przeczytania w wolnej chwili, dla odprężenia i na pewno nie tylko dla kobiet.

Czytaliście już "Love, Rosie"?

6 komentarzy:

  1. Przeczytałam "love, rosie" w wyzwaniu Bookathonu 2016 i bardzo mi się podobała. Wątek przyjaźni cudowny i chyba każdy chciałby mieć taką bratnią duszę.
    Pozdrawiam i zapraszam na konkurs :)
    http://in-my-different-world.blogspot.com/2016/07/urodzinowy-konkurs.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam tę książkę i pamietam że bardzo mi się podobała - faktycznie była trochę smutna i przygnębiająca, ale nie brakowało wesołych fragmentów. Teraz czytam PS Kocham Cię.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam, mam na swojej półce i nawet jestem zadowolona. Uważam, że jest warta uwagi, ze względu na to, jak została napisana. ;)

    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do siebie ;)
    http://tylkomagiaslowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam tę książkę. Teraz poluję na ,,Pamiętnik z przyszłości" tej autorki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam i ja niestety się zawiodłam. Taka głupiutka komedia romantyczna w formie książki jak dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ooooo! Ty również nie polecasz "PS.Kocham Cię"! Miło mi to słyszeć, serio. Nienawidzę tej książki :)
    "Love, Rosie" czytałam i się z Tobą zgadzam. Książka jest naprawdę smutna. Dość... prawdziwa? Zauroczyło mnie jednak ogromne ciepło, bijące z tej historii, ponieważ Rosie się nie poddała, mimo tego, że ciągle coś się waliło.
    Sam styl pani Ahern jest również bardzo ciekawy i przyznam, że chyba nawet ciekawszy, niż wtedy, gdy pisze powieść z dialogami.
    Ciekawa recenzja, cieszę się, że książka Ci się podobała!
    Pozdrawiam Cię gorąco,
    Isabelle West
    Z książkami przy kawie

    OdpowiedzUsuń