poniedziałek, 14 października 2019

Wrap up - Wrzesień 2019

Tak jak obiecałam, podsumowanie września. Robię je w oddzielnym poście, bo po pierwsze w tym miesiącu przeczytałam dużo i tamten post byłby za długi. Po drugie lepiej pamiętam przeczytane książki i jestem w stanie napisać o nich więcej. Po trzecie skończyłam wyzwanie, przeczytałam 52 książki w tym roku.

Zapraszam


Cegłę "Hamilton: the revolution" zaczęłam jeszcze w sierpniu. Nie jest to typowa książka, bardziej relacja z procesu powstawania tytułowego musicalu, opisana przez twórcę. Jeśli jesteście fanami albo ciekawi was droga od powstania pomysłu do wystawienia na scenie to polecam. Wydana jest ona w przepiękny sposób, zawiera mnóstwo zdjęć z poszczególnych procesów, teksty piosenek i ich pierwotne wersje wraz z komentarzem. Uzasadnienie co do wyboru obsady czy ostatecznego wyglądu poszczególnych scen, samej sceny, choreografii, kostiumów, pozwala jeszcze bardziej docenić sam musical jako twór artystyczny, a nie tylko jako formę rozrywki.

Często czytam książki, które poleca Karolina / come book. I tak było w przypadku "These witches don't burn" Isabel Sterling. Nie jest to jakiś super odkrywczy temat. Chociaż dla mnie jest, bo oprócz "Harry'ego Pottera" nie czytałam książek o czarownicach, ale i tak jest to inny rodzaj czarownic. Po miesiącu od przeczytania może już nie pamiętam samej fabuły, ale dobrze pamiętam uczucie towarzyszące czytaniu tej książki. Ciężko mi to opisać, ale to tak, że nieważne jak toczą się wydarzenia, może dziać się dużo, może nie dziać się nic, ale wam jest dobrze w opisywanym świecie, macie wrażenie, że dobrze znacie bohaterów i nie chcecie wyjść z tego świata. Czekam na drugi tom.

W poprzednim podsumowaniu pisałam już w jaki sposób czytałam "Zmierzch" Stephanie Meyer i tak samo było z "Księżycem w nowiu". Dodam tylko, że ta część podoba mi się bardziej bo nie ma Edwarda, #teamJacob. Nie polecam czytać tego na poważnie, jeśli zależy wam na ciekawej fabule, dobrym stylu i co najmniej znośnych bohaterach.

Z "Wiedźminem" Andrzeja Sapkowskiego jakoś zawsze było mi nie po drodze. Miałam nawet w domu kilka książek z tej serii, ale nigdy mnie do nich specjalnie nie ciągnęło, widziałam serial, nawet nie cały i tyle. Ale że założyłam kartę biblioteczną i teraz (głównie przez Netflixa) Wiedźmin jest wszędzie to wypożyczyłam pierwszy tom opowiadań, "Ostatnie życzenie". Początkowo trudno było mi się wbić, zwłaszcza, że zaczyna się w trakcie historii, ale jak już przebrnęłam przez pierwsze rozdziały to poszło gładko. Za serce złapał mnie przede wszystkim humor, nigdy bym nie pomyślała, że polska fantastyka będzie aż tak zabawna. I tak jak przy "Baśniach braci Grimm" brakowało mi mordobicia to tu dostałam postać, która głównie morduje i chędoży, czego chcieć więcej. 

Jak znalazłam w bibliotece (to piękne miejsce :')) "Persepolis" Marjane Satrapi to nie mogłam się powstrzymać. I tak jak lubię czasem przeczytać lekką młodzieżówkę, to wolę przy okazji czytania książki nauczyć się czegoś z niej (tak wiem, z każdej książki można coś wynieść, ale wiecie o co chodzi). Marjane w formie komiksu pokazuje jak początki islamskiej rewolucji w Iranie, zmiany śledzimy od środka, z perspektywy najpierw dziecka, potem młodej kobiety, w jaki sposób wyraża swoje poglądy i jak traktowana jest we własnym kraju i poza jego granicami . 

We wrześniu wyszła nowa Chyłka. Najpierw przeczytałam ostatnie zdanie i zapowiadało się wspaniale, a wyszło jak zwykle, posłowie rozwiało moje nadzieje. "Wyrok" Remigiusza Mroza to jeszcze nie takie dno dna jak poprzednie powieści, ale i tak proszę, panie Mrozie, dość. (I tak przeczytam wszystko , to już masochizm na najwyższym poziomie). Nie polecam -10/10.

Jedną z moich ulubionych rozrywek jak mam dużo do roboty jest oglądanie vlogów z maratonów Zoe / readbyzoe (mój ulubiony to jak czyta "Twilight"). No i w jednym z tych vlogów wyczaiłam książkę (oczywiście nawet nie zauważyłam kiedy wyszła po polsku) "Nieodgadniony" Maureen Johnson. Mówiła, że spoko to przeczytałam. I uwielbiam. Bo ja ogólnie twierdzę, że nie lubię kryminałów, chyba że już jakiś czytam to wtedy akurat kocham kryminały. Mam już na czytniku kolejny tom i nie mogę się doczekać aż się za niego zabiorę, premiera trzeciego już w przyszłym roku.

W końcu zabrałam się za kolejne tomy "Kronik czerwonego klasztoru". "Naondel" Marii Turtschaninoff podobała mi się zdecydowanie dużo bardziej od "Maresi". To piękne, jak kobiety które pozornie niewiele mogą, potrafią się nawzajem wspierać i pomagać nawet w najgorszych chwilach, a także jaką siłę potrafią w sobie odnaleźć, gdy muszą o siebie walczyć. O "Listach Maresi" w przyszłym miesiącu.

Ostatnią książką września, a zarazem pięćdziesiątą drugą książką w tym roku była "Okrutna pieśń" Victorii Schwab. I chyba jest to moja ulubiona powieść tej autorki (z tych co do tej pory czytałam). Usiadłam i przeczytałam. Całą naraz. Takie książki lubię, dobrze wykreowany świat, ludzcy bohaterowie, dużo akcji (było mordobicie). Mam już drugi tom, już czytam.

Podsumowując, przeczytałam 9 książek, wynik w pełni satysfakcjonujący, zwłaszcza, że były to książki dosyć grube. 

Co czytaliście w minionym miesiącu i których pozycji chcielibyście przeczytać recenzję?












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz